czwartek, 5 marca 2009

Wpis drugi... Sztokholm i pierwsze oddechy

No teraz bedzie dluuugo...


Mam calkiem fajne i duze mieszkanie, w spokojnej, zielonej, niskozabudowanej okolicy. Na przedmiesciach Sztokholmu, w Solnej nad jeziorem Rastasjon. Miasto jest ladne i duzo spokjniejsze niz W-wa. Musi tu byc pieknie latem bo STHLM lezy na wyspach - z jednej strony otoczony jeziorami a z drugiej od strony morza archipelagiem sztokholmskim - 24 tys. wysp! Bedzie co robic latem. Woda tak czysta, ze wedkarze lowia duze lososie w centrum miasta a woda z kranu ma podobno mniej bakterii niz ta butelkowana ze sklepu. Wszyscy pija wiec kranowe :)


Do pracy transportuje sie metrem - z domu do stacji mam 10 minut z buta lub 3 min. autobusem. Do centrum jade max 10 min. Jest ok. Zastanawiam sie czy sciaganie tu swoich czterech (nomen omen ;) kolek ma sens.

W pracy... na razie jeszcze sie nie przemeczam. Mnostwo spotkan, brain stormingow, brief meetingow, update'ow itp itd. Chociaz pierwsze szkice juz powstaja a i jeden wazny photo shooting zaliczony.


Biuro na wypasie - nowe, ciekawie zaprojektowane. Nowoczesnie, przestrzennie, ladnie i wygodnie. Co pare metrow stoi automat z kawami wszelakimi, czekoladami i pochodnymi. W kantynie lodowki "na bogato" i fresh fruits ladnie blyszcza swiezoscia kazdego ranka. Towarzystwo miedzynarodowe, kolorowe, roznorodne... Ludzie bardzo mili. Przynajmniej na razie ;) Ale oni podobno tacy po prostu sa. Teraz sporo ludzi choruje, w biurze jest pusto i nikt nie panikuje, ze robota stoi. Dziwne, ale trzeba sie przyzwyczaic ;) W wakacje wiekszosc ludzi bierze miesieczne albo i 1,5 miesieczne urlopy. No moje pytanie - "co wtedy z praca?" uslyszalem "nic, wszystko jakos sie toczy, duzo wolniej, ale przeciez sa wakacje, nikt sie tym nie martwi" :))


Zaraz na wstepie mialem okazje zalapac sie na wyjazd integracyjny w wyjechanym japonskim hotelu z kompleksem SPA w lesie nad zatoka. Chodzilismy w kimonach, wcinalismy sushi i taplalismy sie w japonskich lazniach. Bajka... 

http://www.yasuragi.se/   a ponizej jedna fotka z widokiem z hotelowego tarasu...


Chyba mnie kupili, bo na koniec podczas podsumowania calego wyjazdu dostalem mega aplauz i owacje... a naprawde cholernie ciezko zmusic szwedow do okazania jakichkolwiek emocji. Ciekawe, ciekawe.... poczatek chyba nienajgorszy.


Na razie jeszcze chlone wszystko i przyzwyczajam sie. Wieczorami jest troche smutno, bo siedze sam, gapie sie w telewizor i staram sie jakos to wszystko ogarnac i poukladac. Pewnie latwo nie bedzie ale... damy rade...








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz